Strata jest częścią życia i czymś, czego doświadcza każda z nas. Może przybierać różne formy – od straty bliskiej osoby, przez utratę zdrowia, pracy, wyobrażeń, marzeń, oczekiwań, aż po zmiany w życiu, które symbolizują pewien koniec, utratę własnego „ja”. Choć jest nieprzyjemna, często pomaga nam się rozwijać, nadaje nową perspektywę i może otworzyć drogę do głębszego zrozumienia siebie.
Straciłam w życiu wiele… Długo odzyskiwałam siebie i wciąż miewam dni, kiedy ból i tęsknota są ogromne. Zajęło mi dużo czasu, żeby pokonać wstyd i poczucie winy z tym związane. Co nie oznacza, że jeszcze do nich nie zaglądam. Ale potrafię już wejść do tej komnaty z intencją miłości, zrozumienia i akceptacji. Potrafię już zaopiekować się swoim smutkiem, tak wiele ma mi do powiedzenia.
Wypieranie smutku wyprowadza nas z ciała, odcina od czucia, znieczula. Depresja, zaburzenia psychosomatyczne są konsekwencją tłumienia emocji. Jest wiele powodów, dlaczego wyprowadzamy się z naszych ciał. I każdy jest ważny. I każdy potrzebuje naszej uwagi i troski. Chce być przytulony i przeżyty. To, co niewyrażone wcale nie znika.
Kiedyś wypierałam, nie umiałam się zmierzyć z tym, co mnie spotykało. Dziś nie uciekam, czasami czekam na lepszy moment, aż zbiorę siły, ale już nie udaję, że nie widzę, że nic się nie stało. Dziś już ufam swoim emocjom, czuję moje uczucia, widzę moje potrzeby, pragnę swoje pragnienia. Czasami jestem jeszcze w tym wszystkim pogubiona, ale już zawsze prawdziwa. I nie byłabym sobą, bez tego wszystkiego, co po drodze utraciłam.
Proces powrotu do Siebie po stracie, do stanu równowagi i spójności potrzebuje czasu, czułości, uważności i życzliwości dla siebie. Jest wiele sposobów, by radzić sobie w żałobie, która jest zdrową i bardzo indywidualną reakcją na stratę. W pewnym sensie nigdy się nie kończy, emocje pojawiają się, mijają i powracają falami, niektóre zostają z nami na zawsze. Lecz żal z czasem bywa mniejszy, a wokół niego zaczyna rozwijać się nowe życie.
Mam w sobie dużo miłości, którą uczę się obdarowywać siebie. Są miejsca, które potrzebują szczególnej troski. Znam je. Są rany, które tylko ja mogę wyleczyć okładami samożyczliwości. Widzę je. Nie chcę nimi obciążać innych, z nimi chcę dzielić się moimi bliznami. Już stoję po swojej stronie, czuję się coraz bardziej bezpiecznie ze sobą i w sobie.
Dar ukojenia jest czymś wyjątkowym i cennym, co możemy ofiarować sobie w cierpieniu. To trudna, głęboka podróż, wymagająca czasu i współczucia wobec samej siebie. Jest otuleniem w chwilach żalu i smutku. A gdy już nauczymy się otulać siebie, dawać sobie wsparcie i zrozumienie, będziemy umiały zaopiekować się innymi i towarzyszyć im w ich smutku i stracie, które są przecież nieuniknione.
Chciałabym tymi słowami domknąć pewien etap smutku w moim życiu. Ale nie żegnam się z nim na zawsze. Przecież w głębi duszy nawet go lubię. Więc powiem: do następnego ukojenia Smutku!
Twoja Ania