CZUŁE SŁOWA
W tym miejscu podzielimy się z Tobą tym, co dla nas ważne, prawdziwe i poruszające.
Znajdziesz tu słowa pisane z uważnością – o stracie, nadziei, ciele, kobiecości, milczeniu, tęsknocie, powrotach do siebie. O tym, co boli, ale też o tym, co koi.
To nie jest blog z poradami. To przestrzeń spotkania. Z myślami, które długo nie miały głosu. Z pytaniami, które potrzebują ciszy zamiast odpowiedzi. Z emocjami, które zamieszkały nasze ciała.
Czasami jedno zdanie potrafi przytulić bardziej niż wiele gestów. Niech nasze słowa będą dla Ciebie jak ciepły koc w chłodny dzień.
-Anna Boryczko
- Edyta
Mikołajewicz
-Karwala
DAR UKOJENIA
Strata jest częścią życia i czymś, czego doświadcza każda z nas. Może przybierać różne formy – od straty bliskiej osoby, przez utratę zdrowia, pracy, wyobrażeń, marzeń, oczekiwań, aż po zmiany w życiu, które symbolizują pewien koniec, utratę własnego „ja”. Choć jest nieprzyjemna, często pomaga nam się rozwijać, nadaje nową perspektywę i może otworzyć drogę do głębszego zrozumienia siebie.
Straciłam w życiu wiele… Długo odzyskiwałam siebie i wciąż miewam dni, kiedy ból i tęsknota są ogromne. Zajęło mi dużo czasu, żeby pokonać wstyd i poczucie winy z tym związane. Co nie oznacza, że jeszcze do nich nie zaglądam. Ale potrafię już wejść do tej komnaty z intencją miłości, zrozumienia i akceptacji. Potrafię już zaopiekować się swoim smutkiem, tak wiele ma mi do powiedzenia.
Wypieranie smutku wyprowadza nas z ciała, odcina od czucia, znieczula. Depresja, zaburzenia psychosomatyczne są konsekwencją tłumienia emocji. Jest wiele powodów, dlaczego wyprowadzamy się z naszych ciał. I każdy jest ważny. I każdy potrzebuje naszej uwagi i troski. Chce być przytulony i przeżyty. To, co niewyrażone wcale nie znika.
Kiedyś wypierałam, nie umiałam się zmierzyć z tym, co mnie spotykało. Dziś nie uciekam, czasami czekam na lepszy moment, aż zbiorę siły, ale już nie udaję, że nie widzę, że nic się nie stało. Dziś już ufam swoim emocjom, czuję moje uczucia, widzę moje potrzeby, pragnę swoje pragnienia. Czasami jestem jeszcze w tym wszystkim pogubiona, ale już zawsze prawdziwa. I nie byłabym sobą, bez tego wszystkiego, co po drodze utraciłam.
Proces powrotu do Siebie po stracie, do stanu równowagi i spójności potrzebuje czasu, czułości, uważności i życzliwości dla siebie. Jest wiele sposobów, by radzić sobie w żałobie, która jest zdrową i bardzo indywidualną reakcją na stratę. W pewnym sensie nigdy się nie kończy, emocje pojawiają się, mijają i powracają falami, niektóre zostają z nami na zawsze. Lecz żal z czasem bywa mniejszy, a wokół niego zaczyna rozwijać się nowe życie.
Mam w sobie dużo miłości, którą uczę się obdarowywać siebie. Są miejsca, które potrzebują szczególnej troski. Znam je. Są rany, które tylko ja mogę wyleczyć okładami samożyczliwości. Widzę je. Nie chcę nimi obciążać innych, z nimi chcę dzielić się moimi bliznami. Już stoję po swojej stronie, czuję się coraz bardziej bezpiecznie ze sobą i w sobie.
Dar ukojenia jest czymś wyjątkowym i cennym, co możemy ofiarować sobie w cierpieniu. To trudna, głęboka podróż, wymagająca czasu i współczucia wobec samej siebie. Jest otuleniem w chwilach żalu i smutku. A gdy już nauczymy się otulać siebie, dawać sobie wsparcie i zrozumienie, będziemy umiały zaopiekować się innymi i towarzyszyć im w ich smutku i stracie, które są przecież nieuniknione.
Chciałabym tymi słowami domknąć pewien etap smutku w moim życiu. Ale nie żegnam się z nim na zawsze. Przecież w głębi duszy nawet go lubię. Więc powiem: do następnego ukojenia Smutku!
Twoja Ania
Witaj smutku! O ucieczkach od i powrocie do czucia
Emocje stoją w centrum naszego doświadczania świata. A nierzadko na straży czucia i przeżywania emocji, stoi jedna z nich – lęk. Na początku czucie było tożsame z wyrażaniem. Płakaliśmy doświadczając bólu, skakaliśmy z radości, ekspresyjnie wyrażali złość – każdy stan miał swoją wyrazistą, cielesną emanację. Z czasem jednak uczymy się, że niektóre uczucia są „złe”. Nasz smutek bywał zawstydzany, pomijany, nieuznawany. Tym samym dostawialiśmy komunikat „kiedy to czujesz, to ja ciebie nie chcę”, bo nasza ekspresja była dla naszych opiekunów „nie do uniesienia”. W naszym wewnętrznym doświadczeniu uczucia te stają się wiec czymś, co zagraża relacji. I odtąd zostają przykrywane lękiem. Tak uczymy się być dzielni, połykać łezki, zaciskać zęby. Napinać ciała, trzymając z całej siły uczucia, które nie chcą być widziane. Z czasem wyprowadzamy się z ciała – miejsca skumulowanych, trudnych dla nas emocji, wobec których pozostajemy tak bardzo bezradni. Ale to, co niewyrażone, nie znika – emocje są psychofizjologiczne i upchnięte w ciało, mogą wracać, pod postacią różnych objawów.
Po-czucie
Każda emocja jest potrzebna i jest cennym źródłem informacji. Złość przynosi wiadomość, że ktoś przekracza nasze granice, smutek, że coś ważnego utraciliśmy. Kiedy oddalamy się od ciała, żeby chronić się przed doświadczaniem trudnych dla nas uczuć, tracimy kontakt z tym, co w nas żywe i witalne. Tracimy nawigację, wewnątrzsterowność.
Smutek ma wielką moc. Zbliża nas do siebie i przypomina o tym, co ważne. To emocja, która pozwala się zatrzymać. Daje przestrzeń na refleksję. Nauczyliśmy się nie respektować smutku, sądzimy, że smucenie to „zbędne rozczulanie i mazanie się”. Mamy wdrukowany automat tłumienia mówimy „nie płacz, uśmiechnij się, będzie dobrze”, unieważniamy – „nie przesadzaj, inni mają gorzej. Często odcięcie od czucia to nasz mechanizm obronny przed doświadczaniem tego, co zbyt trudne. To, co początkowo ma walor adaptacyjny, prowadzi nas z czasem na manowce, do życia bez czucia. Daleko od siebie.
Smutek jest ucieleśniony – rozpoznajemy go w drugiej osobie zanim go zwerbalizuje – ciało się kuli, zapada, opadają ramiona i głowa. Emocja to przecież ruch, już w istocie swojej nazwy (od łacińskiego emovere w ruchu). Smutek kieruje nas do siebie, to ruch do wewnątrz (przeciwnie np. do złości czy radości, których energia aktywizuje do działania). W kulturze produktywności smutek nie jest dobrze widziany. Mówi się, że smutek/żałoba to tabu XXI wieku, takim, jak w XIX wieku był seks. Ile razy mieliśmy wyrzuty sumienia, gdy zatrzymał nas w bezruchu i straciliśmy dni, tygodnie… Nazywanie i wyrażanie emocji, pozwolenie by wybrzmiała, pozwala ciału wrócić do równowagi. Każda emocja ma swoją dynamikę odzwierciedloną w nerwach czuciowych i motorycznych, każda jest doświadczeniem ciała. Upychana w ciało, może być źródłem niezrozumiałego pobudzenia układu nerwowego lub odcięcia/zamrożenia.
Patologizację smutku dobrze ilustruje dyskusja wokół DSM-5 (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders) – kolejnej edycji klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, gdzie na przedłużoną/patologiczną żałobę, wskazują objawy głębokiego smutku, które, po śmierci bliskiej isiby trwają dłużej niż … dwa tygodnie. We wcześniejszych edycjach był to rok, później dwa miesiące – czas „dopuszczalnej żałoby” coraz bardziej się kurczy. Propozycja skrócenia czasu „słusznego cierpienia” wzbudziła kontrowersje w środowisku psychologów, lekarzy i psychoterapeutów. Czy to nie modelowanie świata, który skazuje nas na samotność i cierpienie, który w istocie jest przeciw zdrowieniu? Porady „musisz być silny” mogą być paradoksalnie czynnikiem wydłużającym żałobę, bo nie pozwalają, by emocje wybrzmiały.
Kultura nieczucia i tłumienia emocji jest przeciw zdrowieniu. Nie tylko skazuje nas na poczucie winy, wstydu i samotności, ale na poziomie fizjologicznym utrzymuje w przewlekłym stanie pobudzenia, co wiąże się m.in. z ciągłą aktywację układu podwzgórze-przysadka-nadnercza, odpowiedzianego za wydzielanie kortyzolu.